Metropolis 1927: 10 faktów o filmie, który zaprojektował naszą wizję przyszłości
Dlaczego agencja zajmująca się premium poligrafią pisze o filmie z 1927 roku? Bo „Metropolis” Fritza Langa to wizualne DNA, które do dziś krąży w architekturze, muzyce, designie i ogólnie – szeroko rozumianej popkulturze. W roku, w którym świat świętuje stulecie tego arcydzieła, zebraliśmy dla Was fakty, które zmieniają sposób patrzenia na ten film – i na to, co dziś nazywamy „futurystycznym stylem”. A autor niniejszego wpisu – fan niemieckiego ekspresjonizmu i kina aż zaciera ręce, żeby zacząć… i tak oto.
1. Wizja, która przyszła z(za) oceanu
Inspiracja do stworzenia monumentalnego miasta przyszłości nie powstała w studiu a przyszła z… panoramy statku. Gdy Fritz Lang w 1924 roku po raz pierwszy zobaczył nocną panoramę Nowego Jorku z pokładu statku, poczuł zachwyt przemieszany z przerażeniem. Ten kontrast – piękno architektury i przytłaczająca potęga maszyn stał się fundamentem całego filmu.
To, co dziś nazywamy „futurystyczną estetyką miast”, zaczęło się więc od osobistego, emocjonalnego doświadczenia jednego reżysera. Ciekawe, jak wiele wielkich projektów filmowych i tych projektowych zaczyna się właśnie od takiego momentu olśnienia.
2. Maria – pierwsza „bot-celebrity” w historii kina
Robot-kobieta, znana jako Maschinenmensch, w którą wciela się postać Marii, to najbardziej ikoniczny wizerunek w historii science-fiction. Jej metaliczna sylwetka stała się punktem odniesienia dla projektantów na kolejne dekady.
Kostium zaprojektował Walter Schulze-Mittendorff, odlewając go bezpośrednio z ciała Brigitte Helm. Wykonano go z nowatorskiego wówczas materiału – mieszanki celulozy i żywic, sztywnej, ciężkiej i wyjątkowo niewygodnej. Aktorka musiała spędzać w nim długie godziny, by stworzyć postać, która do dziś inspiruje projektantów mody i innowatorów technologii.
3. Ta produkcja niemal zniszczyła studio
Budżet Metropolis wymknął się spod kontroli: z początkowo planowanych ok. 1,5 mln marek urósł do ok. 5-6 mln marek niemieckich, co w realiach lat 20. czyniło go jednym z najdroższych filmów epoki kina niemego. Sama skala produkcji była bezprecedensowa.
- Zdjęcia trwały łącznie 310 dni i 60 nocy, a według ówczesnych materiałów promocyjnych UFA w realizacji wzięło udział w sumie ok. 37 000 statystów – w tym dziesiątki tysięcy mężczyzn (w tym 1000 łysych – choć Lang cchiał ich 4000!) i kobiet oraz setki dzieci (w scenie powodzi, statystujących dzieci było ok. 500).
- Efekty specjalne opierały się m.in. na tzw. efekcie lub procesie Schüfftana, w którym za pomocą luster łączono ujęcia żywych aktorów z miniaturowymi makietami wieżowców. Ta technika, szeroko spopularyzowana właśnie przez Metropolis, była stosowana w kinie aż do czasu, gdy zastąpiły ją techniki matowe i bluescreen.
- Rozmach filmu miał jednak swoją cenę. Ostateczny koszt produkcji – sięgający wielokrotności pierwotnego budżetu w połączeniu ze słabszymi od oczekiwanych wynikami kasowymi pogłębił kryzys finansowy wytwórni UFA. W raportach z lat 1926/27 spółka notowała gwałtowny wzrost zadłużenia, a Metropolis stało się symbolem zarówno artystycznych ambicji, jak i ekonomicznej megalomanii niemieckiej kinematografii tamtego czasu.
Fritz Lang po latach mówił w wywiadach, że twierdzenia o „tysiącach statystów” są przesadzone, a faktycznie używał 250-300 osób naraz, sprytnie multiplikując ujęcia i wielokrotnie naświetlając taśmę. Dane o tysiącach pojawiają się jako oficjalne podawane w przekazach promocyjnych UFA – kto mówił prawdę?
4. Polski ślad w Metropolis
To jeden z rodzimych ale i ulubionych faktów. Monumentalna Wieża Babel, centrum filmowego wszechświata Langa, ma polskie DNA. Wielu historyków sztuki wskazuje, że jej pierwowzorem była poznańska Wieża Górnośląska, zaprojektowana przez Hansa Poelziga.
Ekspresjonistyczna bryła, która stała się ikoną architektoniczną Poznania, zainspirowała scenografów do stworzenia symbolu potęgi i pychy „Nowego Babel”. Zatem i w urbanistyce, szerokiej architekturze krajobrazu miasta prawdziwy design nie zna granic geograficznych a polski akcent architektoniczny stał się fundamentem jednego z najbardziej ikonicznych miast w historii kina science-fiction.
5. „Analogowe CGI” czyli magia luster i „jak oszukać oko?”
Na długo przed komputerami i zielonym ekranem ekipa Langa wypracowała rozwiązanie, które stało się fundamentem współczesnych efektów wizualnych. Dzięki wspominanemu już procesowi Schüfftana – systemowi precyzyjnie ciętych i ustawionych luster, żywi aktorzy mogli pojawiać się „wklejeni” w miniaturowe makiety wieżowców, jakby naprawdę stali pośród monumentalnego miasta.
Technika polegała na ustawieniu płyty ze szkła lub lustra pod kątem 45° między kamerą a miniaturą. Część powierzchni była zeskrobana lub maskowana, tak aby kamera widziała w jednym fragmencie odbicie aktorów na planie, a w innym – bezpośredni obraz modelu miasta. Aktorzy stali kilka metrów od kamery, poza miniaturą, ale ich odbicie „wpadało” dokładnie w wycięte okna czy ulice na makiecie. Precyzja musiała być milimetrowa! minimalne przesunięcie lustra czy aktora powodowało rozjechanie perspektywy i zniszczenie iluzji. A na pomyłki nie było ani czasu ani pieniędzy. Metr taśmy filmowej był wart fortunę.
W praktyce oznaczało to, że ogromne, nierealne jeszcze wówczas konstrukcje „Megamiasta” można było budować w skali, a następnie łączyć je z aktorami w kamerze, bez późniejszego compositingu. Proces Schüfftana był stosowany nie tylko w Metropolis, ale później także w innych dużych produkcjach: od europejskich filmów lat 30. po hollywoodzkie superprodukcje pokroju Ben-Hura czy Dyktator z 1940 z Chaplinem – dopóki nie został wyparty przez matowe zdjęcia, technikę optycznych złożeń i w końcu bluescreen oraz CGI.
W dzisiejszym języku można go traktować jako rodzaj „analogowego compositingu” – realnego, czysto mechanicznego odpowiednika cyfrowego łączenia warstw obrazu, który na dziesięciolecia wyznaczył standard tego, jak kino buduje wielkoskalowe iluzje przestrzeni. Dlatego analogia do offline i online w naszym projekcie jest tak akcentowana.
6. Recenzje mogą zaboleć. Jak oceniano film w 1927 roku?
Zaskakujące jest to, że geniusz Langa nie został rozpoznany od razu. Te opinie pokazują, jak bardzo film wyprzedzał swoją epokę.
H.G. Wells, uważany za ojca literatury science-fiction, opublikował w New York Times recenzję tak surową, że okrzyknął film jednym z najbardziej naiwnych obrazów, jakie widział, a fabułę uznał za banalną. Ironią losu jest fakt, że dziś to właśnie „Metropolis” wizualizuje wyobrażenia o przyszłości lepiej niż jakiekolwiek inne dzieło tej epoki. Co więcej, Mordaunt Hall, recenzent tego samego dziennika, określił film jako „technical marvel with feet of clay” – techniczne arcydzieło „na glinianych nogach”, zachwycające obrazem, ale z fabułą, którą uznał za mało przekonującą.
Amerykańska prasa filmowa była oszołomiona stroną wizualną filmu, ale jednocześnie przerażona jego skalą i mrocznym tonem. Z kolei Luis Buñuel, jeden z ojców kina surrealistycznego, od razu zrozumiał magię obrazu i bardzo pochwalił jego wizualną stronę.
Amerykańska prasa była oszołomiona skalą produkcji i stroną wizualną, ale równie często podkreślała teatralność gry i nadmierny patos historii. Ironią losu jest fakt, że dziś to właśnie ta „plastico‑fotogeniczna” warstwa Metropolis – a nie krytykowana fabuła – stała się wzorcem, według którego wyobrażamy sobie miasta przyszłości. (Ale co ci tam daleko za oceanem mogą wiedzieć…)
7. Wielkie zmartwychwstanie i sensacyjne odkrycie w Argentynie
To historia jak z filmu sensacyjnego – i jeden z powodów, dla których rok 2027 jest dla nas tak ważny.
Oryginalna wersja filmu trwała około 153 minut, ale wersje eksportowe, w tym ta pokazywana poza Niemcami – skrócono nawet do 90-115 minut. Przez 80 lat świat znał właśnie te okrojone wersje, a brakujący materiał uznawano za bezpowrotnie stracony.
W 2008 roku w Museo del Cine w Buenos Aires odnaleziono zniszczoną kopię filmu na taśmie 16mm, zawierającą niemal 30 minut materiału uznawanego dotąd za utracony. Dzięki temu odkryciu, po cyfrowej rekonstrukcji, w 2010 roku świat zobaczył „The Complete Metropolis” czyli wersję najbliższą oryginalnemu montażowi Langa, choć wciąż nie stuprocentowo kompletną.
Świętowanie stulecia premiery w 2027 roku ma więc szczególny wymiar – świętujemy film, który odzyskaliśmy – na nowo.
8. Tyran-perfekcjonista na planie
Fritz Lang był reżyserem wymagającym do granic możliwości. Podczas kręcenia scen zalewania podziemnego miasta, statyści – w tym dzieci musieli przebywać w lodowatej wodzie przez całe dni zdjęciowe.
Brigitte Helm, czyli filmowa Maria, opisywała pracę przy tym filmie jako jedno z najtrudniejszych doświadczeń w swojej karierze. Te historie z planu pokazują, jak wielką cenę w pocie, czasie i wytrzymałości – kosztowało stworzenie obrazu, który dziś oglądamy jako bezczasowe arcydzieło.
9. Popkulturowe DNA i gdzie dziś znajdziesz Metropolis?
Bez filmu Langa współczesna popkultura wyglądałaby inaczej. Oto miejsca, w których jego wpływ jest najbardziej widoczny:
Udokumentowane hołdy i inspiracje:
- C-3PO z „Gwiezdnych Wojen” – wizualne podobieństwo robota Marii do C-3PO jest powszechnie uznawane przez filmoznawców i twórców za świadomy hołd wobec „Metropolis”.
- Queen, „Radio Ga Ga” (1984) – kultowy teledysk Davida Malleta montuje kadr po kadrze fragmenty „Metropolis” z ujęciami zespołu. Co ciekawe, ten sam rok przyniósł jeszcze jedno spotkanie Queen z filmem Langa. Bowiem Giorgio Moroder przygotował wówczas nową, kolorowaną wersję „Metropolis” z nowym montażem, a do jej ścieżki dźwiękowej Freddie Mercury napisał wraz z Moroderem utwór „Love Kills”.
- Madonna, „Express Yourself” (1989, reż. David Fincher… tak tak, ten sam który jest odpowiedzialny za sukces Siedem, Dziewczyna z tatuażem, Podziemny krąg, Zodiak etc.) – w teledysku wykorzystano fabryczne pejzaże, estetykę miasta-dystopii i hierarchię klasową bezpośrednio nawiązujące do świata „Metropolis”.
- Janelle Monáe – cykl „Metropolis: Suite I (The Chase)” oraz album „The ArchAndroid” to świadoma kontynuacja motywów Langa: androidka Cindi Mayweather w futurystycznym mieście Metropolis, konflikt klasowy i android jako mesjasz. Monáe wielokrotnie wskazywała ten film jako źródło inspiracji.
10. Serce jako procesor. Filozofia, która wyprzedziła swój czas
Główne przesłanie filmu brzmi: łącznikiem między rękami a rozumem musi być serce. Sto lat temu była to refleksja o relacjach klasy robotniczej i właścicieli fabryk. Pamiętamy o Rewolucji Przemysłowej? (lata dorastania i edukacji Langa). Z biegiem czasu to motto, nie tyle straciło na znaczeniu co okryło się historycznym kurzem. Dziś brzmi jak recepta na skuteczny marketing i w ielu prasach też tak jest powtarzane.
Rozum to wiedza technologiczna i dane. Ręce to precyzyjne wykonanie – produkt, materiał, druk. Ale to serce – emocje, marka, historia, którą opowiadasz – decyduje, czy całość ma sens dla odbiorcy. Ta prosta, stuletnia zasada wciąż jest fundamentem dobrego designu i dobrego biznesu.
Dlaczego to dla nas ważne?
Wybraliśmy „Metropolis” jako motyw naszej najnowszej kolekcji, ponieważ ten film to metafora współczesnego biznesu. Lang nie czekał, aż technologia dogoni jego wizję – wymyślił ją na planie, korzystając z luster, makiet i odwagi, by pokazać coś, czego nikt wcześniej nie widział. W naszym zespole kreatywnym i projektowym staramy się robić to samo –> przesuwać granice tego, co możliwe w nowoczesnej poligrafii, łącząc rzemiosło z technologią.
Sięgamy po „Metropolis”, bo to opowieść o tym, że największe innowacje rodzą się z odwagi, by marzyć o rzeczach niemożliwych. Na pozór tylko drukujemy, jednak gdy spojrzeć na to bliżej: podobnie jak Fritz Lang, budujemy często świat marki na nowo, znając technologię, jej możliwości a i tak często efekt końcowy pozytywnie zaskakuje tak klienta, jak i nas.
Jeśli te fakty zaciekawiły Cię tak, jak nas – sprawdź, jak przełożyliśmy tę inspirację na realny projekt. W artykule o kolekcji Metropolis 2027 pokażemy, jak setna rocznica filmu zamieniła się w okładkę notesu, którą można poczuć pod palcami.